• Wpisów:18
  • Średnio co: 105 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 03:37
  • Licznik odwiedzin:20 500 / 2011 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Tym razem postanowiłam zmienić plan. Chciałam najpierw zobaczyć Simona, później Collina. Jednak kiedy chciałam pisać do Simona, do drzwi zapukał gość.
- Hej! Wpuszczaj mnie i opowiadaj! – to Oliwia.
Otworzyłam drzwi i od razu zaczęłam krzyczeć i wyzywać Remy’ego od tych, którzy mają „swój własny świat”. Opowiedziałam jej całą sytuację i obydwie stwierdziłyśmy, że warto spotkać się z Collinem, jednak według planu Oliwii. Za chwilę zadzwonił po nią Ryan i znów uciekła.
Próbowałam dodzwonić się do Collina przez 10 minut, lecz nie odbierał. Kolejne dziesięć, po moich próbach, odezwał się mój telefon. Collin napisał mi SMS-a, że zupełnie zapomniał o tym, że musi zająć się dzieckiem sąsiadki aż do godziny 23:00 i że jakoś wynagrodzi mi jego niedyspozycję. Zabrzmiało to tajemniczo i kusząco, więc odpisałam tylko, że nic nie szkodzi oraz że liczę na jego słowność.
Nie było innego wyjścia, trzeba było napisać do Simona. Długo się zbierałam do napisania maila, w rezultacie wyszło to tak:
„Simonie, czy dziś Twój salon fryzjerski jest otwarty? Liczę, że tak, ponieważ absolutnie nie mam pomysłu na fryzurę. Czekam na odpowiedź.
Eva”
Na odpowiedź od Simona czekałam znacznie dłużej, jednak doczekałam się znacznie bardziej oryginalnej formy niż mail. Po godzinie od napisania listu, zapukał do drzwi. Nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji, więc stał przed moim domem dobre pięć minut, gdyż moje włosy były rozczochrane od letniego wiatru i musiałam doprowadzić je do porządku. W końcu odważyłam się mu otworzyć. Stał na baczność, jednak sprawiał wrażenie rozluźnionego i niespiętego. Nie wiedziałam wtedy, który z chłopaków jest przystojniejszy – Simon czy Collin. Gestem, zaprosiłam go do środka. Nikt się nie odzywał. Simon usiadł na kanapie, szukając czegoś wzrokiem. Nie wiedziałam, co robić, więc stałam tylko i patrzyłam na to, co on. W końcu znalazł to, czego chciał. Ręką wskazał mi moje miejsce na kanapie. Usiadłam i czekałam, na to, co się wydarzy. Simon wstał, podszedł do lusterka i zabrał stamtąd moją szczotkę i frotki. Usiadł za mną. Czułam jak delikatnie czesze moje długie, proste włosy.
- A więc… nie ma pani pomysłu na kreację, tak? – odezwał się w końcu.
- Dokładnie… Mam wrażenie, że nic mi dzisiaj nie pasuje.
- Pani? Pani zawsze coś będzie pasowało. – kokietował.
Przez cały czas powolnymi ruchami rozczesywał najmniejsze kołtuny na mojej głowie. Uwielbiam to uczucie, kiedy ktoś dotyka moich włosów, a co dopiero gładzi je lub czesze.
Simon zdecydował się na dobierańca. Byłam bardzo ciekawa, skąd chłopak umiał robić warkocze, a dobieraniec rozbroił mnie na łopatki. Nawet ja sama tego nie potrafiłam. Ku mojemu smutkowi, Simon zakończył swoje popisy i odłożył szczotkę na miejsce. Wszystko robił niezwykle starannie. Widać, że ogólnie był poukładany. Nie tak jak Collin – roztrzepany i zapominalski. Prawie we wszystkim byli różni – oprócz tego, że obaj byli zabójczo przystojni. Simon usiadł tym razem naprzeciwko mnie i z dumą przyglądał się fryzurze.
- Gdzie się nauczyłeś robić takie fryzury? – spytałam z ciekawością.
- Rodzice mają salon fryzjerski, mam też siostrę, którą mama często czesała i nauczyła mnie, jak to robić. Odprężam się przy tym.
- Jesteś perfekcyjny.
To było oczywiście dwuznaczne, ale Simon najwyraźniej nie zrozumiał drugiego dna albo chciał być na tyle skromny, że odpowiedział tylko „Lata praktyki. I tak nie są jeszcze idealne.”. Dla mnie warkocze Simona były idealne. Cała nasza znajomość była niesamowicie dziwaczna. Właściwie to nie była ona ani długa ani rozbudowana, ale była niezmiernie intrygująca i ciekawa.
- Simon, twój brat jest… - nie zdążyłam dokończyć.
- Wiem, jaki jest mój brat. I nie jestem z tego dumny. Przepraszam cię za niego. Przepraszam za wszystko, co zrobił, bo na pewno nie zrobił ani jednej mądrej rzeczy.
Jak tak o tym pomyśleć – prawda. Remy zachował się bardzo nieadekwatnie, niedojrzale, ale to chyba było jasne.
- A jak jest z tobą? – zapytałam.
- Chodzi ci o akcję z włosami? Wybacz, ale zawsze, kiedy się stresuję, myślę o czymś przyjemnym, a akurat wtedy pomyślałem o fryzjerstwie i… tak wyszło. Przepraszam, jeśli cię to uraziło.
- Nie, nie, wszystko ok. To było bardzo… oryginalne.
- Według mnie komiczne i dziecinne. – uśmiechnął się.
- A jednak dalej to robisz.
- Bo widzę, że tobie się podoba. A chcę sprawić, żebyś była szczęśliwa.
Rozmawiałam z Simonem do godziny 18:00. Było bardzo sympatycznie. Kiedy wyszedł, chwyciłam za komórkę i spytałam mamę Paula, czy chłopcy mogą dziś tam nocować. Pani Tubone zgodziła się, mówiąc, że zaopiekuje się nimi.
Poszłam do swojego pokoju i chciało mi się płakać… Nie wiedziałam jak zachowywać się wobec chłopaków… Gdyby był jeden, może jakoś podołałabym i wyszłabym na prostą, ciesząc się życiem i nowym przyjacielem, a może… partnerem. Ale było ich dwóch, przez co byłam zupełnie zdesperowana. Postanowiłam się przespać.
  • awatar Gość: świetny blog ! wbijaj do mnie i pozostaw ślad :D miło by było gdybyś zaobserwowała :) będę wdzięczna ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Posłuchałam się przyjaciółki. Napisałam do Remy’ego o godzinie 13:00 i miałam nadzieję, że odpisze w ciągu godziny.
„Remy, bardzo przepraszam za wczoraj. Możemy się spotkać? Chcę wszystko wytłumaczyć, a myślę, że i Ty masz mi niejedno do powiedzenia.
Eva”
Odpowiedź dostałam o godzinie 13:04, więc długo nie czekałam.
„Oczywiście Eva. Jeżeli pasuje Ci godzina 13:30, w parku przed szkołą, będę wniebowzięty.
Remy”
Na co ja odpowiedziałam:
„Jesteśmy umówieni.”

Stresowałam się, bo nie wiedziałam, czego się spodziewać. Wyszłam z domu szybciej, bo na umówione spotkania zawsze wolałam przychodzić pierwsza.
Byłam już na miejscu. Siedziałam na ławce i czekałam na Remy’ego. Zauważyłam jak idzie w moją stronę. Nie wiem w sumie dlaczego, ale ucieszyłam się na jego widok. Usiadł na ławce, obok mnie.
- Witam cię, piękna Evo. – zaczął dziwnie.
- Cześć, cześć… Możesz mi to wszystko wytłumaczyć?
- Ale co tu jest do tłumaczenia, skarbie? – nie podobało mi się to.
- Odważny jesteś… Takie słownictwo do osoby, której nie znasz?...
- Oj, trudno. A więc co robimy, idziemy na gofry, czy może na pizzę?
- Nie mam ochoty na jedzenie… ani picie. Czekam na wytłumaczenia.
- Moje kochanie, może ty masz się z czego tłumaczyć, na przykład z tego, dlaczego jesteś taka ładna, ale ja chyba już ci wszystko powiedziałem.
Moment. Czy ten człowiek ma dobrze w głowie? Co on sobie wyobraża? Że napisaliśmy do siebie dwa maile i jesteśmy parą? To chyba jakiś absurd.
- Remy… ja…
W tym momencie stało się coś okropnego. Remy zamiast wysłuchać mnie, zbliżył się do mnie i chciał mnie pocałować. Na szczęście zdążyłam się od niego odsunąć i wstać z ławki. Byłam tak zła, że chciałam go spoliczkować i zafundować mu wizytę u psychologa.
- Czy ty jesteś normalny?!
- Przepraszam, Evo, może zrobiłem to w nieodpowiednim miejscu…
- Miejscu?! Chyba czasie! Nie mam zamiaru z tobą o niczym rozmawiać, nie mam zamiaru cię widzieć, ani znać!
Wróciłam do domu. Byłam przerażona, bo pomyślałam, że jeśli Simon jest tak samo świrnięty, jak jego brat, dostanę szału.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Obudziłam się rano i nie za bardzo wiedziałam, o co chodzi. Potem natychmiastowo przypomniałam sobie, że zasypiałam w jednym pokoju z chłopakiem, więc otworzyłam szybko oczy, bo usłyszałam, że mama wchodzi po schodach na górę. Zauważyłam, że Collina nie ma. Postanowiłam szybko wskoczyć na jego materac, żeby mamie nie wydawało się dziwne, że tu leży z kołdrą i poduszką. Chociaż i tak pewnie nawet nie wyobrażała sobie, że tej nocy mógł nocować u mnie kolega. Kołdra pachniała męskimi perfumami, więc wdychałam zapach, rozkoszując się nim, póki mama nie otworzyła drzwi.
- Cześć córeczko. – powiedziała z uśmiechem, wchodząc.
- Hej mamo.
- Czemu śpisz na materacu? – najwyraźniej trochę się zdziwiła.
- Brakowało mi Oliwii tej nocy, a wiesz, że przecież zawsze na nim razem nocujemy. – miałam nadzieję, że to będzie moje ostatnie kłamstwo.
- No tak… Mam nadzieję, że nie dostałaś wakacyjnego dołka?
- Nie, absolutnie, czuję się znakomicie. – Tu nie kłamałam. Byłam w nieziemskim nastroju. Zastanawiało mnie tylko, gdzie jest Collin.
- To świetnie. Ja wychodzę do pracy, George i Paul poszli na kiermasz wakacyjny do szkoły, a tobie na stole zostawiłam kanapki.
- Dzięki, wracaj szybko.
- Dziś akurat będę o 22:00, przykro mi. Możesz wyjść gdzieś ze znajomymi.
Kiedy usłyszałam, że drzwi domu się zamykają, chciałam wyjść z pokoju. Jednak zauważyłam otwierającą się szafę. To Collin. Wszystko było takie zabawne, że zaczęłam się śmiać, a on robił to samo. Zeszliśmy na dół, żeby zjeść śniadanie. Podzieliliśmy się talerzem kanapek, którego i tak nie zjadłabym sama. Atmosfera wcale nie była niezręczna, czuliśmy się wystrzałowo. Po śniadaniu, Collin zadecydował, że tym razem już naprawdę musi wrócić do domu, wyprowadzić psa i nakarmić chomika. Wymieniliśmy się numerami telefonu. Collin otwierał drzwi wyjściowe i spojrzał się jeszcze na mnie. Zamknął oczy, podszedł do mnie, nie otwierając ich. Stał przez chwilę, ale na tym się skończyło. Zawrócił w stronę drzwi i pomachał, uśmiechając się.
Zdecydowałam, że muszę opowiedzieć o wszystkim Oliwii i trochę poprawić nasze ostatnie stosunki. Z drugiej strony męczyła mnie sprawa dotycząca Remy’ego i Simona. Wszystko było dziwne, w jednym dniu napadło na mnie trzech chłopców, jak nigdy dotąd. Postanowiłam zadzwonić do Oliwii. To w końcu przyjaciółka.
- Halo? – miała nadzwyczajnie łagodny i wesoły głos.
- Cześć Oliwko, musimy się spotkać. Mam ci do opowiedzenia coś niezwykle ważnego…
- Niezwykle?
- Niezwykle, niezwykle.
- Ok, o której?
- Najlepiej… teraz!
- Nie ma sprawy, będę u ciebie za pół godziny.
- Czekam.
W trzydzieści minut oporządziłam się, bo przyznam, że po przegadanej nocy miałam wielkie wory pod oczami, więc musiałam użyć trochę kremu i korektora. Myśląc o tym, że jeszcze dziś mogę spotkać się z każdym z chłopców, postanowiłam ubrać się bardzo stylowo i atrakcyjnie. Jedną z zalet Oliwii była jej punktualność. Równe pół godziny minęło i usłyszałam dzwonek do drzwi. Zaprosiłam Oliwię do środka, kazałam jej usiąść wygodnie. Opowiadałam jej o wszystkim, o czym nie miała pojęcia. W trakcie moich opowiadań o potajemnym nocowaniu Collina, nie mogłam powstrzymać uśmiechu, ponieważ mina mojej przyjaciółki była nieopisana. Zapewne myślała, że sobie z niej żartuję.
- Collin wszedł do twojego pokoju przez okno?! A potem spał u ciebie i nikt o tym nie wiedział?!
- No właśnie, Oli… Nie chcę, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział, ma to pozostać między nami.
- Nie ma sprawy, możesz na mnie liczyć. – To kolejna zasługa Oliwii. Nigdy nie wydała żadnej mojej tajemnicy, nie była plotkarą, a nawet jeśli, to nigdy nie obgadywała mnie. Z wzajemnością oczywiście. - Opowiedz mi coś więcej o Collinie. Czy to zakochanie?
- Nie mam pojęcia. Ale wiem, że jest naprawdę uroczy i było mi z nim niesamowicie.
- A Simon?
- To jakaś porażka. Nic z tego nie rozumiem. Jeden z braci pisze mi przez maila, że jestem dla niego boginią piękności. Drugi brat zachowuje się wobec mnie niezwykle dziwacznie, jednak… imponuje mi to. Najgorsze jest to, że wszystko dzieje się w tym samym czasie.
- Spokojnie. Według mnie powinnaś umówić się dzisiaj z każdym po kolei, zaczynając od Remy’ego, kończąc na Simonie.
- Czemu akurat taka kolejność?
- Zaufaj mi, jest najodpowiedniejsza.
 

 
Po głowie krążyły mi takie myśli: „co teraz będzie – Collin jest już u mnie około trzech godzin, jest fajnie, przyznaję, no ale przepraszam… czy on ma zamiar tu zostać na zawsze?!”.
- Collin… bal się niedługo kończy, wiesz? Jeszcze tylko pół godziny.
- No wiem, na szczęście ja nie jestem na balu i nie muszę jeszcze kończyć zabawy. – przez pierwsze pięć sekund byłam pewna, że to jeden z jego wspaniałych żartów (bo z tego był znany), ale później uświadomiłam sobie, że on mówi zupełnie poważnie.
- Aaa… kiedy masz zamiar ją zakończyć?... – to pytanie trochę było głupie, bo wcale nie chciałam kończyć naszej „zabawy”, ale chciałam wiedzieć, na czym stoję.
- A czy musimy ją kończyć?
W tym momencie poczułam się, jakbym miała co najmniej 20 lat i siedziała ze swoim chłopakiem w naszym wspólnym domu.
- Po prostu zastanawiałam się, czy rodzice się nie będą o ciebie martwić.
- Spokojnie, mieszkam sam przez 2 tygodnie.
- Serio?!
- Tak, mama wyjechała do chorej cioci, a tata… mój tata nie jest moim tatą. Ja nie mam taty. Opuścił nas.
Nie wiedziałam, co powiedzieć, byłam pewna, że ludzie nie lubią, kiedy mówi się „przykro mi” albo „współczuję”.
- To bardzo smutne.
Uśmiechnął się. Najwyraźniej zdążył już się pogodzić z tym faktem. Poza tym… moja reakcja chyba mu pasowała.
- To ja się będę zbierał, bo widzę, że mnie wyganiasz. – powiedział z uśmiechem, ale tak naprawdę nie chciał wychodzić.
- Zostań, jeśli chcesz. – zdecydowałam się na odważny ruch. Chłopak, którego praktycznie nie znam, oprócz jednego, przegadanego wieczoru, ma zostać u mnie… niewiadomo do kiedy. I w dodatku mama nic o tym nie wie…
- Widzę przecież, że nie chcesz, żebym dłużej siedział…
- Nieprawda, zostań. – uśmiechnęłam się ciepło.
- Eva, pójdę ju…
- Nie! Nigdzie nie idź. – podniosłam trochę ton głosu.
- Dziękuję. Bo tak naprawdę wiesz, że wcale nie chciałem się stąd ruszać, prawda? – był szczery, to mi w chłopcach imponuje.
- Wiem to.
Kolejne cztery godziny gadaliśmy, śmialiśmy się, nikt o niczym nie wiedział. Mimo że się prawie w ogóle nie znaliśmy, nie mieliśmy trudności w rozmowie, wręcz przeciwnie. Poznawaliśmy się, dowiadywaliśmy się wszystkiego o sobie… Dowiedziałam się mnóstwo rzeczy. Collin, jako mały chłopczyk, mieszkał w Rosji i przeprowadził się tutaj, kiedy miał 4 lata. Właśnie wtedy opuścił go jego ojciec… Po prostu znalazł sobie inną kobietę. Według mnie życie jest niesprawiedliwe. Wiele rzeczy, o których nie miałam pojęcia, właśnie opowiedział mi Collin. To było niesamowite. Nastała północ. Zaczęliśmy się robić senni i myślę, że Collin, jak i ja, zaczął rozpatrywać kwestię pożegnania.
- Spać mi się chce. – musiałam to powiedzieć, mimo że rozmawiało się cudnie. Siła wyższa.
- Mnie też.
To była jedna z najbardziej niezręcznych sytuacji w moim życiu. Chyba nawet jeszcze gorsza niż dzisiejsze nieporozumienie w szatni dla zerówkowiczów. Byłoby to tak głupie, tak nieracjonalne, tak nieodpowiedzialne, gdyby Collin został na noc, że płakać mi się zachciało, bo byłam tak zdesperowana. I co teraz robić? Postanowiłam wcielić się w skromną i nieśmiałą dziewczynką, która czeka na inicjatywę ze strony chłopaka. Siedzieliśmy w ciszy, nie odzywając się. Collin zrobił to, czego oczekiwałam.
- To kładź się. – z troskliwym wyrazem twarzy zdjął narzutę z łóżka i wskazał na nie ręką.
- A ty? – nie wiedziałam jakiej odpowiedzi się spodziewać.
- Ja zmykam do domu.
- Zostań.
- Nie, no coś ty…
- Potrzebuję tego, chcę. Zostań.
Przytaszczyłam dwuosobowy materac, na którym zawsze śpimy z Oliwią, kiedy przychodzi na noc. Przyniosłam poduszkę, kołdrę. Sama nie mogłam uwierzyć w to, co robiłam, ale nie mogłam się już rozmyślić.
- Jesteśmy niegrzeczni, wiesz Evo? – powiedział z uśmieszkiem na twarzy.
- Wiem i wyobraź sobie, że podoba mi się to.
 

 
Otworzyłam drzwi do domu. Mamy nie było, jeszcze pracowała. Tata jest żeglarzem i wraca dopiero pod koniec lipca. Zastałam tylko George’a, bawiącego się z Paulem (jego kolegą z klasy). Weszłam do pokoju i chyba wszystkiego mogłabym się spodziewać – tylko nie tego… Zobaczyłam stojącego przede mną Collina. Był odświętnie ubrany i uśmiechał się lekko.
- Co ty tutaj robisz?! – nic więcej nie mogłam wykrztusić.
- Przepraszam, że tak niespodziewanie… Ale to ważne… A ty nie na balu?
- W tej chwili interesuje mnie tylko to, jakim cudem się tu znalazłeś i w jakim celu!
- Zaraz wszystko ci wytłumaczę, usiądź spokojnie i posłuchaj mnie.
- Nie mam zamiaru siadać! Nie będziesz mi rozkazywał! – wpadłam w furię. Tak bardzo mnie ciekawiło, czego chce ode mnie Collin i skąd wziął się w moim pokoju.
- Proszę…
- Nie, Collin! Albo powiesz mi teraz, o co chodzi, albo cię wyrzucę przez okno!
- No… dobrze. A więc przyszedłem, żeby cię o coś spytać.
Zrobiło mi się mdło. Co Collin może chcieć wiedzieć?... To trochę mnie zaniepokoiło, więc postanowiłam jednak usiąść i gestem nakazałam mu kontynuować.
- Czy ty… coś czujesz do mnie?
Aha, więc tu o to chodziło.
- Collin… My się w sumie nie znamy. Ile razy rozmawialiśmy ze sobą? Dwa, trzy? – byłam pewna, że moja odpowiedź go nie usatysfakcjonuje.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie.
Mój mózg omalże nie wybuchł. Gdyby nie dzisiejsza sytuacja z Remym i Simonem… Gdyby nie fochy Oliwii… Gdyby nie to, że Collin miał w planach bal z Sandrą… Musiałam coś odpowiedzieć. W końcu to nie mail, którego można zignorować, tylko poważna rozmowa na żywo…
- Okej, Collin. Sytuacja jest taka, że szalałam na twoim punkcie, aż do dziś. Spojrzałam prawdzie w oczy. Dzisiejszy dzień pokazał mi, jakie naprawdę popełniam błędy, prawie mdlejąc na twój widok. – byłam pewna, że Collin po prostu przytaknie i odejdzie. Tymczasem stał jak wmurowany, nogi mu się ugięły i widziałam, że chce coś powiedzieć, ale chyba nie może.
- Dzięki. To chciałem wiedzieć.
Usłyszałam moją komórkę, więc szybko odebrałam.
- Cześć kochanie, pomożesz mi wnieść zakupy? – odezwał się głos mamy.
- Oczy… wiście… - miałam dwa wyjścia: jedno komiczne i niewykonalne – schować Collina do szafy i sprawić, by mama w ogóle nie wiedziała, że tu był; drugie – zejść na dół z Collinem, pokazać się mamie, a potem tłumaczyć się przez godzinę albo i dłużej. Collin od razu zrozumiał, o co chodzi i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu zaczął zdejmować buty i wchodzić do mojej szafy na ubrania. Ten dzień to chyba jakiś żart.
- Co ty wyprawiasz?! – powiedziałam, patrząc się na niego, jak na idiotę.
- Wchodzę do szafy… Chyba nie chcesz się tłumaczyć mamie?...
Fakt, nie chciałam. Ale to było nienormalne! Nie wiem dlaczego, pod presją, uległam Collinowi i zamknęłam go w mojej szafie z butelką wody. Oczywiście obiecałam wrócić jak najszybciej. Pobiegłam na dół, do samochodu mamy i pomogłam jej wnieść zakupy. Byłam straszliwie spięta.
- Koteczku, czemu jesteś taka zestresowana? – spytała mama. Musiałam kłamać.
- Na bal przyszło mało osób, tylko cztery klasy z siedmiu. A ja, jako organizatorka dałam plamę. Źle się poczułam, dlatego jestem już w domu. Boję się, że pani Rebeka będzie niezadowolona. – nienawidzę okłamywać mamy. Tym bardziej w sytuacjach, kiedy w mojej szafie siedzi zamknięty chłopak.
- Och, spokojnie, załatwię to z twoją wychowawczynią. – uwierzyła w takie brednie, jeju… - Pójdę się położyć, jestem bardzo zmęczona. Czy możesz zrobić George’owi i Paulowi kolację?
- Oczywiście.
To była najlepsza rzecz, jaka mogła się teraz stać – mama poszła spać.
- Odgrzałam George’owi i Paulowi wczorajszy obiad i podałam. Poprosiłam George’a, żeby nie mówił mamie o Collinie.
- O jakim Collinie? – spytał George, zupełnie nie wiedząc, o co chodzi. Orientując się, że Collin musiał dostać się do mojego domu innym wejściem niż drzwi, odpowiedziałam:
- Oj, nie ważne, jutro ci powiem. – oczywiście nie miałam zamiaru mu o niczym mówić. – Macie iść spać o 21:00! Smacznego i miłej zabawy.
Chłopcy zajęli się jedzeniem, a ja z paczką chipsów ruszyłam do swojego pokoju, by oskarżyć Collina o włamanie.
Otworzyłam szafę, a Collin nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Jednak pacnęłam go w głowę chipsami i po chwili ucichł.
- Jedno pytanie: Jak ty tu wszedłeś?!
- Okna trzeba zamykać, Eva. – powiedział Collin, uśmiechając się fałszywie, ale robił to tylko dla żartów.
- Jesteś niewiarygodny!
- Pod jakim względem?
Nie odpowiedziałam. Czego ode mnie chciał? Komplementów? Chyba sobie żartuje. Piętnaście minut temu staliśmy naprzeciwko siebie spięci i bez słowa. Nie wiedziałam, co teraz, ale Collin najwyraźniej nigdzie się nie wybierał…
- Paprykowe to moje ulubione, mamy coś wspólnego. – z uśmiechem powiedział Collin, myśląc, że rozpocznie rozmowę.
- Chipsy? Mama kupowała dla George’a. Nie moje.
- Kto to George?
- Brat.
- Ile ma lat?
- Dziewięć.
- Mam ośmioletnią siostrę. – cały czas był uśmiechnięty, jakby zupełnie zapomniał o poważnej rozmowie…
- Fajnie… - myślałam cały czas nad tym, czy on sobie pójdzie, czy też… nie… - Hej, Collin…?
- Tak, słucham? – uśmiechnięty, bez obaw o jakieś straszliwe pytanie, podniósł głowę.
- Jesteś na mnie zły?
- Nie. – odpowiedział pewnym głosem, jednak wyczułam w tym nutkę kłamstwa.
Tak bardzo korciło mnie, żeby jego spytać o to samo, o co spytał się on mnie, ale to chyba nie była odpowiednia chwila. Atmosfera była całkiem miła. Siedzieliśmy u mnie w pokoju i rozmawialiśmy, chrupiąc paprykowe chipsy i nikt o tym nie wiedział. Nie wiadomo kiedy, zrobiła się godzina 20:00.
 

 
Weszłam do szkoły. Czułam, że dobrze wyglądam. Schodząc na dół, do szatni byłam ciekawa, jak Simon się ubrał i jaką ma fryzurę. Byłam pewna, że to on napisał maila. Simon miał krótkie włosy, ale spokojnie mógł z nimi zrobić coś ciekawego. Przyznaję, że był przystojny. Miał ciemniejsze włosy, niż ja. Był wyższy o trzy lub cztery centymetry.
Skręcałam w stronę szatni dla maluchów. Otworzyłam drzwiczki, a tam zauważyłam dwóch chłopców. Nie wiem, jaką miałam minę, tak, czy siak, się zdziwiłam. Jednym z nich był Simon, wyglądał czarująco. Musi mieszkać gdzieś blisko, bo w tak krótkim czasie nie zdążyłby zrobić z siebie takiego macho. Drugi chłopak był również przystojny, ale nie znałam go. Jedynie z widzenia. Podszedł do mnie.
- Remy. – Przedstawił się, a ja otworzyłam szeroko oczy i zamiast podać rękę, zakryłam dłońmi twarz.
- Eva. – Wypowiedziałam niewyraźnie swoje imię przez ręce.
- Wiem, to ja do ciebie pisałem.
- Czy ktoś ma coś do picia, bo źle się czuję. – zrobiło mi się niedobrze.
- Proszę. – Remy podał mi butelkę wody.
Wypiłam trzy łyki. Woda była świeża i chłodna.
- Dziękuję.
- Ładny warkocz. – oznajmił Remy.
- Zasługa Simona. Wy się znacie?
- Tak, jesteśmy braćmi. – Powiedział Simon.
Wyszłam z szatni i usiadłam na ławce. Nic, totalnie nic nie rozumiałam.
Pobiegłam do domu. Nie wiedziałam, co właściwie się stało, moje uczucia były nieopisane. Ani nie było mi smutno, ani też (to chyba rzeczywiste) wesoło. Nie byłam zła, obrażona… Naprawdę nie wiedziałam o co chodzi.
 

 
Nazajutrz wyszłam godzinę wcześniej. W sali spotkałam Oliwię dmuchającą balony z Ryanem. Wyglądali śmiesznie – trochę się chyba zdziwili, że się zjawiłam.

- Ooo, cześć Evo! – Udając zadowoloną z mojego przyjścia zawołała głośno Oliwia.
- Hej. – Ryan chyba za mną nie przepadał.
- Jak tam przygotowania do balu?
- Zacznie się już za trzy godziny! – Oliwia naprawdę ekscytowała się tym wydarzeniem.
Nie mówiłam nic o wiadomości, którą wczoraj odczytałam, bo obok był Ryan, a przy nim czułam się jakby kontrolowana.
- Czemu cię wczoraj nie było, Oliwia?
- Jakby to powiedzieć… wagary?
- Żart?
- Nie.
- Do którego idziesz gimnazjum? – Zmieniłam temat, bo nie chciałam się wciągać w „opowieści z wagarów”.
- Ogólny – 20.
- A ty, Ryan?
- Tam, gdzie moja dziewczyna, tam i ja.
- No to się rozdzielimy.
- Serio?! – Oliwia tak naprawdę dobrze wiedziała, że idę do 11.
- Już ci mówiłam, najwyraźniej mnie nie słuchasz.
- Słucham, ale zapomniałam.
- Jakbyś zapomniała, to byś tak nie zareagowała.
To było coś w stylu małej kłótni. Wyszłam z klasy chcąc odetchnąć. Na korytarzu było prawie pusto. Znajdowałam się tam przecież ja. I jeden chłopak z słuchawkami na uszach. Nie zwracał na mnie uwagi, wczuwał się w muzykę. Ze złości na „zakochaną parę” zrobiłam rzecz, której nigdy nie robiłam. Mianowicie podeszłam do niego i usiadłam na ziemi, po jego prawej stronie.
- Czego słuchasz? – Żałośnie rozpoczęłam rozmowę. Już wtedy, gdy się do niego zbliżałam zaczął mnie obserwować, więc nie był zdziwiony, że coś mówię – zdjął spokojnie i bardzo powoli słuchawki.
- Tego, co wpadnie w ucho.
- Zupełnie tak jak ja.
Uśmiechnął się i znów je założył. Chyba mnie zignorował. Trudno. Zaczęłam się podnosić, bo chciałam już wrócić i dmuchać balony, ale chłopak chwycił mnie za lewą rękę. Bardzo się zdziwiłam.
Usiadłam więc i patrzyłam na niego dużymi oczami. Ponownie zdjął słuchawki i założył je na moje uszy. Muzyka była fajna, ale niezbyt się skupiałam na niej. Najciekawszy był mój towarzysz, którego imienia nie znałam. Po kilku sekundach siedzenia w jego słuchawkach zdjęłam je szybko, rzuciłam na jego kolana i uciekłam na drugi koniec korytarza. Odwróciłam się i nie patrzyłam na niego. Domyślałam się, że zaraz podejdzie. Niespodziewanie poczułam, jak ktoś łapie mnie delikatnie za włosy, jakby chciał zrobić kucyka. Wyrwałam się i obróciłam na pięcie w jego stronę. Stał bardzo blisko, prawie tak, że moglibyśmy się przytulić, a wcale tego nie chciałam.
- Czego chcesz? – Spytałam agresywnie.
- Uczesać ci włosy. – Powiedział to niezwykle łagodnie i wolno. Zupełnie nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. Udało mi się jakoś uciec pod salę, w której była Oliwia i Ryan. On znowu podszedł. Na szczęście tym razem nie aż tak blisko.
- Jak masz na imię?
- Simon.
- Ładnie.
- Dzięki.
Cisza.
- A Ty?
- Eva.
- Ładniej niż ja.
- Czy ja wiem…
Cisza.
- Muszę iść przygotować salę do balu. Jestem organizatorką.
- Idź. Ale ja ci muszę uczesać włosy.
To trochę dziwnie brzmiało. Dosyć nietypowa zachcianka. Weszłam do sali, a w tym momencie Oliwia i Ryan obściskiwali się i rozmawiali. Zrobiłam wielkie oczy, a Oliwia pokazała język, co miało oznaczać „wyjdź stąd!”. No to wyszłam. A tam czekał na mnie Simon. Powiedziałam, że lepiej tam teraz nie wchodzić i poszłam sobie. Został sam, ale nie na długo. Słyszałam, jak za mną biegnie. Miałam dość tego dnia. Poszłam do szatni i wzięłam swoją torebkę. Wybiegłam ze szkoły, a za mną, jak gęsiego Simon. Naprawdę się wkurzyłam.
- Odczep się ode mnie!
- Nie, muszę ci zrobić warkoczyka. – Wciąż mówił spokojnym głosem.
- Och, mam cię dość!
Zaczęłam biec najszybciej, jak mogłam. Wparowałam do domu, zdenerwowana.
- Mamo, jakiś chłopak za mną wszędzie chodzi i mówi, że chce mi zrobić warkocza!
Zaczęła się bardzo głośno śmiać.
- To wcale nie jest śmieszne, on mnie śledzi! Patrz stoi pod domem!
- Spokojnie, córciu.
- Powiedz mu, żeby przestał!
- Nie powiem. Może podobasz mu się.
Nawet mama mnie nie wspierała. Wbiegłam po schodach do góry i z ogromną siłą trzasnęłam drzwiami od swojego pokoju. Wyjrzałam przez okno. Stał tam. Myślałam, że zaraz eksploduję. Została godzina do balu. Ubrałam sukienkę, jedyną, którą jestem w stanie założyć, bo inne mi się nie podobają. Wyjrzałam przez okno. Stał tam. Rozpuściłam włosy i starannie je uczesałam. Wzięłam kosmetyczkę i spakowałam szczotkę do włosów, frotki, spinki i opaski. Wyszłam przed dom.
- Proszę, tu masz zestaw do robienia fryzur, uczesz mnie na bal.
- Dzięki. – Był zadowolony i wcale nie zdziwiony.
Usiedliśmy na ławeczce otoczonej fioletowymi bratkami i Simon zaczął swoje popisy. Zrobił mi wysokiego warkocza, prostego i równego, po bokach poprzypinał spinki, aby pozostałe włosy nie odstawały, spakował przybory fryzjerskie do kosmetyczki, oddał mi ją i popatrzył na mnie z uśmiechem.
- Udało mi się. Podoba ci się?
- Idę zobaczyć do lustra, chcesz wejść?
- Nie. Ja już idę do domu się przygotować na bal.
- No dobrze. To pa.
Dalej byłam zła, ale kiedy ktoś robi mi fryzurę, to się odprężam. Podobało mi się wiele rzeczy: fryzura, to, że niedługo bal i… Simon. Złość przerodziła się w…?
Co z Collinem? Chyba już mi przeszło, Simon był tajemniczy i to mnie w nim zachwycało. A najdziwniejsze to, że w ogóle go nie znam.
 

 
Usiadłam przed komputerem i zaczęłam odczytywać wiadomości, które są już zapewne przestarzałe, bo ostatnio przy komputerze byłam tydzień temu. Odczytałam pierwszą – od Oliwii:

Ryan zabiera mnie do kina w pierwszy dzień wakacji!

Nic nowego, ani ciekawego.
Druga – od Pani Rebeki:

Dzień dobry Evo, bardzo proszę, żebyś przygotowała listę rzeczy potrzebnych na bal.

Wychowawczyni, Rebeka Turrow

Tak, jak myślałam. Stare.
Jest jeszcze jedna od jakiegoś nieznajomego mi adresu, zobaczymy, kto to. Wiadomość z dzisiaj:

Cześć.
Eva, muszę Ci coś napisać, bo powiedzieć się nie odważę. Wypatruję Cię na każdej przerwie pod salami, w których masz lekcje. Jestem z Twojej szkoły, powinnaś znać mnie z widzenia. Nie przyznam się jednak, kim jestem. Twój adres mam od Collina. Czyli wybij sobie z głowy, że pisze Collin. Wiem o Tobie dosyć dużo, bo wypytuję znajomych o Ciebie. Muszę Cię poznać. Jestem z tego samego rocznika, co Ty. Proszę, zacznijmy od balu. Będę na Ciebie czekał pół godziny przed jego rozpoczęciem w szatni dla uczniów klasy „0”. Będę czekał przez cały bal. Cały. Dopóki nie przyjdziesz. Wiem, że to dziwna sytuacja i pewnie teraz otworzyłaś oczy, jakbyś zobaczyła coś niezwykłego. Liczę na Ciebie.

Nieznajomy, ale mam nadzieję, że niedługo już „znajomy”.


Siedziałam jak wmurowana. Zupełnie nie miałam pojęcia, kto to mógł być. No dobra, pójdę i zobaczę. Ale się trochę boję, nie wiem, co to za chłopak. Na 99% okaże się, że ktoś sobie robi jaja. Jestem ciekawa, co z tym jednym procentem…
 

 
Obudziłam się o 7:10. Poszłam się myć. Umyłam swoje brązowe, jak czekolada włosy i wysuszyłam starannie. Zegar wskazywał 7:50, a do szkoły dzisiaj na 9:00. Nie wiedziałam, co mam robić. Ubrałam się, poszłam zjeść kanapkę z sałatą i szynką, spakowałam brudnopis i długopisy do małej torebki i wyszłam z domu. Zapomniałam swojego zegarka na rękę, więc wróciłam i wzięłam go ze sobą. Wciąż zostało mi mnóstwo czasu do rozpoczęcia zajęć. Droga do szkoły zajmowała mi około trzy minuty. Widziałam ją z okna w kuchni w domu. W drodze nudziło mi się, jak nigdy.
Nagle usłyszałam kroki za mną. Były szybsze niż moje. Zdałam sobie sprawę, że ktoś chce do mnie podbiec. Za chwilę u swego boku ujrzałam Collina. Jak zawsze wyglądał świetnie.
- Co za spotkanie, Eva. – Był nadzwyczaj wesoły.
- Cześć. – Odpowiedziałam sucho. Trochę mi odjęło mowę ze zdziwienia i zachwytu.
- Nie masz humoru? – Spytał troskliwie.
- Mam, mam.
- Z kim idziesz na bal? – Tak nie chciałam, żeby zadał to pytanie, że myślałam, że się rozpłaczę.
- Nie…
- Co „nie”?
- Nie idę na bal.
- Żartujesz sobie?!
- Nie.
- Dlaczego?
- Nie idę i już.
- Nie zachowuj się, jak małe dziecko. – Ta uwaga mnie zmobilizowała do tłumaczenia się.
- Nie mam partnera.
- Przecież w klasie jest tyle chłopców, co dziewcząt. I można iść na imprezę z osobą z innej klasy.
- Wiem, ale ja nie mam żadnych innych przyjaciół z innych klas…
- No a z naszej kto został?
- Robert i Ivan.
- Aaa…
- No właśnie.
- Za 10 minut lekcje się zaczynają, chodźmy już do szkoły.
- Ok.
Szliśmy w milczeniu. Nawet na siebie nie patrzyliśmy. Powstał we mnie gniew i miałam ochotę powiedzieć własnemu sercu, że Collin jest głupi! Udało mi się. Ale i tak dalej mi się podobał.
Nie było Oliwii w szkole, nie znałam przyczyny jej nieobecności. Lekcje mijały długo i powoli. Pani Rebeka mówiła tylko o tym, co robić podczas wakacji i na co uważać. Okropna nuda.
Wracałam do domu i nagle za mną rozległ się krzyk:
- Puść, zostaw!
Odwróciłam się i zobaczyłam, że to tylko małe dzieci z zerówki się kłócą o to, kto usiądzie na huśtawkę bez barierek. Wszystko było szare i nudne.
Doszłam do domu, było popołudnie. Zjadłam obiad i wyszłam na dwór z bratem, którego ogólnie nie lubię, ale i tak bym się nudziła. Poszliśmy nad rzeczkę. Pierwszy raz pokazałam mu swoją skrytkę, którą w czwartej klasie zbudowałam z Oliwią. Pamiętam, że to była ciężka praca. Przynosiłyśmy deski, gwoździe, kaleczyłyśmy się, potem oblepianie betonem i ubrudzone ciuchy, a na końcu sprzątanie piasku ze środka i robienie „mini pokoju”. Nawet fajnie nam to wyszło. Wygląda to, jak miniaturowy domek, ale mieszczą się tam trzy osoby. Jest stabilny – budowany z drewna i gwoździ i wzmacniany betonem z wierzchu. W środku jest półeczka i mała kanapa dwuosobowa. Oto drugie moje miejsce wyciszenia i uspokojenia. O tym domku wie tylko Oliwia, nasi rodzice, ja, no i teraz jeszcze George. Bardzo mu się spodobała ta nasza skrytka, ale na szczęście jest na klucz, który ma Oliwia i ja i nikt więcej!
Oliwia ma chłopaka – Ryana. Są razem od początku piątej klasy, więc może naprawdę się kochają. Większość osób w szkole to pary dla szpanu. Nigdy w życiu nie będę w takim związku na niby. A przez Ryana powstają coraz większe spory między Oliwią a mną.
Wróciliśmy z Georgem do domu.
 

 
Dziś na lekcję miała przyjść do nas pani Stella i pomóc urządzić imprezę z okazji zakończenia szóstej klasy. Okazało się jednak, że jest chora. To już koniec roku, więc wszyscy się cieszyli, że będzie wolne. Jestem gospodarzem, dlatego pani Rebeka (nasza wychowawczyni) kazała zapisać, ile rzeczy będzie potrzebnych (stoliki, krzesła itd.) na całą klasę. Poprosiłam o to moją najlepszą przyjaciółkę – Oliwię. Poszłyśmy też razem na zakupy i kupiłyśmy balony, ozdoby i różne dekoracje.
- Eva, zobacz te serpentyny się przydadzą.
- Masz rację, ale są strasznie drogie, może lepiej kupmy dwa razy więcej balonów?
- Dobrze mówisz. Wolę zrobić sama niż kupować za taką cenę. Wcześniej nie zwróciłam uwagi.
Wszystko było już kupione. Wróciłyśmy do szkoły, ozdobiłyśmy klasę – wszystko wyglądało naprawdę nieźle. Oczywiście balony nadmuchamy pojutrze. Była już 17:00, więc musiałyśmy iść do domu i wybrać kreację na imprezę. Pożegnałam się z Oliwią. Szłam do domu i myślałam nieustannie o balu. Aha, no i najgorsze było to, że gdy o nim myślałam, to od razu robiło mi się strasznie smutno.
- Hej mamo.
- Cześć Eva.
- Jest kolacja? Jestem bardzo głodna.
- Jeszcze nie ma, weź sobie jogurt i poczekaj pół godziny, wytrzymasz.
- Dobra.
- Jakaś smutna?
- Nie. - Tu skłamałam. W lodówce znalazłam tylko figowy, którego nie lubiłam, ale nie chcąc być nadąsanym dzieckiem, które sobie życzy jakichś niezwykłych jogurtów po prostu otworzyłam i poszłam po łyżkę trochę olewając mamę.
- Dostałaś jakąś nieciekawą ocenę?
- Nie dostajemy już ocen… To ostatnie dni w szkole.
- No to, co? Nie wyszły zakupy z Oliwią?
- Pokłóciłyśmy się, ale jutro już będzie wszystko ok. – Znowu kłamałam.
- Mam nadzieję. – Powiedziała z uśmiechem, uwierzyła. Uf.
Poszłam do swojego pokoju. Miejsce, które dodaje otuchy. Uwielbiam swój pokój. Utrzymuję w nim porządek, dlatego jest fajny. Mam dwa okna, a na nich wiszące wykonane własnoręcznie firanki. Ogólna kolorystyka to czekoladowy i ciemny odcień różu, czyli moje ulubione kolory. Bardzo lubię czekoladę, jestem jej fanką! Podłoga jest z drewna. Ostatnio dostałam dywanik w kształcie czekolady, z napisem „I love chocolate”. Jest tu taki fajny zakamarek, czyli taka ścianka, za którą miałam biurko, na nim komputer, a za tym łóżko. Lubię spać w takich norkach.
Zjadłam pospiesznie jogurt i kładąc się na łóżku zaczęłam rozmyślać o kimś, o kim myślę bardzo często i nawet czasem wydaje mi się, że za często. Collin – chłopak z mojej klasy. Mój najlepszy kumpel. Ale na bal idzie z Sandrą. Co za pech. Na szczęście mama mnie zawołała, żebym zeszła jeść. Kolacja mi nie smakowała. Tylko sok jabłkowy był do strawienia. Nie lubię, gdy mama robi omlety – są nie takie, jakie powinny być. Zjadłam jednak, udając, że było dobre i wróciłam do pokoju.
Strasznie mi się nudziło. Zadzwoniłam do Oliwii.
- Cześć, Oliwia.
- No hej, co chcesz?
- Jesteś zła? – Nie wiedziałam, czemu była taka agresywna.
- Trochę.
- Na mnie?
- Nie, na siebie.
- Aha. A za co?
- Zapomniałam iść kupić strój na imprezę, a jutro nie mogę iść, bo mam ostatnią lekcję angielskiego.
- A nie masz nic sensownego do ubrania?
- Niezbyt.
- Ja w ogóle nie wiem, czy pójdę.
- Nie żartuj! Co ci jest?!
- Nie mam z kim…
- Nikt cię nie zaprosił?!
- Już powiedziałam!
- Może byś poszła z…
- No właśnie! Został tylko Ivan i Robert.
- Trudny wybór. Jeden głupi i brzydki, a drugiego nikt nie lubi.
- Chciałabym z Collinem. - Tu przypomniał mi się chłopak moich marzeń i po policzku spłynęła mi łza.
- Wiem, Evo…
- Muszę kończyć, idę spać.
- Ok. To narka.
- Pa.
Wcale mi się nie chciało spać, ale cóż innego miałam do roboty? Zrobiłam sobie „dzień dziecka”, czyli stwierdziłam, że umyję się rano a dzisiaj tylko zęby i buzia. Wszystko robiłam szybko. Ubrałam piżamę i wskoczyłam do łóżka. Niewiarygodne, że zasnęłam tak szybko. Nawet nie wiem, czy minęło 10 minut.
 

 
No więc jedziemy rozdziałami, zapraszam do czytania :>
 

 
Really, my world makes better :)

A więc tak... W sumie odkąd zaczęła się szkoła to jestem cały czas czymś zajęta i nie mam czasu na wpisy, soooooorry, a no tak, zapomniałam, że i tak nikt tego nie czyta <ok>. A więc może napisze tyle, że mam wspaniałych przyjaciół <3 Oliwia, Ziarek, Gęzik, Mati! Dzięki, że jesteście <3.
Domaaaa, czemu jesteś tak daleko?! Ja Cię potrzebuję tutaj bliżej siebie!!! Ale dobra tam, zarywaj do Irlandzkich ciach, a ja mam nadzieję, że przyjadę Ci z pomocą za rok (patrz wpis nr 2.) ^_^ !!!
Ogólnie znalazłam formspringa Christiny Grimmie i wszystkich Cimorelli z osobna <3 I tyle się o nich dowiedziałam, beka ;p
Jedyne czego potrzebuję... nie, źle napisałam. Jedyne kogo potrzebuję to... I tu proszę państwa sekret zgadywanka :)
By the way fajnie, że zabrałam Ziarkowi okularki hmhm, a za to Ziarek mi zajumał torbę i musiałam wbijać na jego lekcję do jego sali, żeby po nią iść, no ale mój strach mnie zabił i musiała zrobić to za mnie Oliwia :D
Oliwia: Dzień dobry, jest Ziarek?
Pani od niemieckiego: *le WTF?!*
Oliwia: Ziarek, mogę torbę :3 ?
Ziarek: Phehehe. *le oddał, uff*
xd
Aaa, no i jeszcze w to wszystko wmieszał się Zapotoczny, który jest z Ziarkiem w klasie, ale nie za bardzo wiedział gdzie ma lekcje, więc chodziliśmy z nim i z Oliwią po całej szkole szukając ich sali, OMG, jaka schiza :D
Taaaak... a w piątek idziemy sobie do AquaParku :3
Na szczęście idą Oliwii rodzice i siostry, dlatego mamy ulgowy rodzinny, czyli tylko 22zł, joł :D Amela i Marika pewnie będą na zjeżdżalniach dziecięcych itd., a my z Oliwią podbijamy DZIKĄ RWĄCĄ :3333 !!! I 3 godzinki pewnie zlecą jak z bicza strzelił, jak to zawsze z Luizką :c Halo!!! Dzika wymiata :D
A najlepszy jest wyjazd na dwór :D
Eee, dobra zrelacjonuję jak było już PO :P
Spoko loko, że za 7 godzin mi się zaczyna szkoła i spoko loko, że mam kartkówkę z geografii i w tym momencie powinnam się uczyć o strefach klimatycznych i roślinności w Europie oraz ludności i urbanizacji europejskiej, no ale to ja i wszystko przekładam na później ;D Ciekawa jestem tylko, czy się chociaż (mimo że w nocy o północy) tego nauczę, czy zasnę jak jakiś debil i jutro napiszę kartkówkę na 2 lub 3 :)
Mam nadzieję, że jestem choć na tyle mądra, żeby nie zasnąć :)
Tęsknię za Dominiką :c
To w ogóle jest tajne i sikret, co teraz chcę napisać, ale wtajemniczeni wiedzą, że mam focha na siostrę Alinę, która każe mi śpiewać jakieś wyjce na dniu papieskim :)
Aha! Oliwia i Gęzik to słodkie słodziaki słodziakowo słodziaszne o.o <3
Wypadałoby zrobić jakiś wypad we czwórkę :> A potem się Gęziola i Louise zostawi sam na sam i będzie słitaśnie, ohohoho!
Fajnych mam znajomych, Ziarek wysysa danonki, mówi do mnie "milordzino" i "kurczak z KFC" i śmierdzi ALTACETEM, więc jest ok... A Gęzik woli Monstera od RedBulla tylko dlatego, że Monster jest gangsterski i ma na jego punkcie obsesję... A Oliwia to sama w sobie jest przygłupem MAX.
Nie no oczywiście moja paczka, moja paka, PAKA MAKA-PAKA (ohohoohoho :D) jest grejt i uwielbiam ich serio :)
A pan Stankiewicz - Krzyśka-Babę, Matiego, mnie - przenosi, juuuupiiii ^_^
Hehe, fajny ten mój kolega Mati :D
Przypomniało mi się ostatnio jak mieliśmy chyba z 7 lat i pojechaliśmy razem na plażę z moją mamą i zakopaliśmy takie fioletowe, plastikowe jajko i potem nie mogliśmy go znaleźć i to było takie dramatyczne, OCH :< Hahahaha, nie no wspomnienia są bezcenne <3 Beeeka, ile ja się już z nim znam ;o 10 lat, okeeej :P
Kończę, bo mi lap siada, papapap :*

aaa, tutaj sławne oxy <3
 

 
Okej, przeczytałam, boska była. A teraz przemowa na dodatkowy angielski. Z góry przepraszam za błędy.

I read the book called "Someday Angeline". It was so, so amazing and very interesting. It was about the girl, called Angeline. She was a genius. But being so clever doesn't make life easy for her, because mean kids at school called her a "genious FREAK". And she didn't have any friends. Angeline was put in the sixth grade, although she was just eight years old. They put her there, because they didn't know where else to put her. She was such a smart child. Her dad, called Abel, was a garbageperson. He loved his daughter, but he didn't know, how to speak to her. Angeline hated her classmates but she hated her teacher, Mrs. Hardlick especially. She was always snippy. And she hated Angeline too. Why? Because of her prodigy. Angeline's days were humdrum. But one day, she met the boy during a recess in her school. He was telling her the jokes and she thought, that his jokes are the funniest jokes she had ever heard. His name was Gary. They made friends and Gary introduced Angeline his teacher - Miss Turbone. But before she saw her, firstly Gary told Angeline about his teacher. Angeline thought that his teacher is called Mr. Bone, not Miss Turbone. She didn't know why a lady is called like a man. Gary and Angeline made friends with Gary's teacher too. She adored her and her second friend, Gary. They loved tropical fish and ocean.
Then it happened some troubles and Angeline's situation was strange. She wasn't going to school and her dad didn't know about it. One time, "Mr. Bone" came to Angeline's house. Her dad and Gary's teacher were talking so long about Angeline's troubles, then they were talking about something more pleasant...
Her dad fallen in love with Miss Turbone. Angeline loved ocean, although she didn't see it not once. One time she decided to go for a walk near by the ocean. Unfortunately... "It felt like the different parts of her body were doing somersaults, as she kept sinking." Her mother died when she was 3, because she drowned. They were scared, that the situation may take place again... Fortunately, the fisherman, called Cool Breezer, saved her life. Everything ended happily - Abel and Melissa Turbone were a couple, Gary was still Angeline's best friend and Angeline had been put in the Miss Turbone's class, with Gary.
 

 
Dokładnie to, co w tytule. Poznaję nowych ludzi, ale niestety tylko przez internet :/ Oczywiście nie są to jakieś alieny, o których totalnie nie mam pojęcia. Są to ludzie, których znają moi przyjaciele :) Najpierw Vitaliy, którego "znam" (wcale nie jest mi miło, że go tylko "ZNAM", a nie ZNAM... chciałabym tych ludzi poznać naprawdę...) przez Oliwię. I kocham z nim pisać. A teraz, właśnie dosłownie od półtorej godziny temu (zanim napisałam ile czasu temu, to to sprawdziłam i sama się zdziwiłam, że już tak długo piszemy :D) piszę z Karolem, i... "znam"... go od Gęzika.
Jest ok, lubię pisać, ale wolę gadać. No już to pisałam, że potrzebuję towarzystwa!!!
Dzisiaj wpisy 3, za to krótkie.
Może będzie jeszcze nocny czwarty, ale na razie nie wiem i do następnego.
 

 
Angeline could read before she was old enough to turn the pages of a book, and she mastered the piano without a single lesson. But being so clever doesn't make life easy for Angeline. Mean kids at school call her a "genius freak", and her dad seems a bit worried about how to look after her.
It is not until she makes friends with a boy who tells the best jokes, and a teacher who loves tropical fish, that things start to get better in some surprising ways for Angeline.

Jej! *ᵜ* No ubóstwiam po prostu ^ᵜ^ !
A więc ogólnie to cały dzień spędzam na czytaniu. Chcę mieć parę osób przy sobie. Oliwię, Kasię, Michelle, może Sarę. I jeszcze Kaśkę, tę z Irlandii. Chcę i potrzebuję tych ludzi. Potrzebuję mojej głupiej klasy, która wcale nie jest taka super zgrana, zgodna, ani nic, ale po prostu tęsknię za nimi.
 

 
"Someday Angeline" - bomba, bomba, bomba książka :) !
Niestety inne książki, które miałam czytać przez całe wakacje (chodzi o książki nudne, lektury... omg) odłożyłam na SAM koniec wakacji i teraz mam zapieprz jak głupia. Czytam te wkurzające nudy -.-
Ale jak nikt nie patrzy przerzucam się na "Someday Angeline", hihihi, zła ja :>
A w tym przypadku akurat łączę przyjemne z pożytecznym, ponieważ mój pan od angielskiego dodatkowego prosił, żebym przeczytała jakąś książkę właśnie w tym języku, no a "Someday Angeline" jest anglojęzyczna, więc cool :D
Załamuję się "Pamiętnikiem z Powstania Warszawskiego" i "Starym człowiekiem i morzem"... Dobra, muszę to przeczytać i już. A Someday odłożę (niestety) na kiedy indziej...

To ja się "integruję" z lekturami, do widzenia.
  • awatar ejjaniechce: "morze". Według mnie na odwrót, tak btw. Stary człowiek jest przynajmniej krótki, a w Pamiętniku przez 200 stron cały czas to samo -.-
  • awatar diamond nigga ♥: haha czytałam starego człowieka i może i to było taaaaakie nudne :D pamiętnik z powstania nie był zły :p
  • awatar ejjaniechce: Tak, tak, interesujące, mów dalej...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nie będę wprowadzała i mówiła kto, co, jak i z kim. I tak nikt pewnie tego nie czyta, oprócz mojej przyjaciółki, a jej nie muszę wtajemniczać w moje sprawy. Może będzie się tu dało jakoś połapać po jakimś czasie, w tych moich sprawach, moim życiu.

A więc...
Za dwa dni szkoła, w sumie mam wylane, bo i tak nic się nie zmieni oprócz miejsca zamieszkania (co akurat jest dla mnie korzyścią), obolałych pleców od torby czy plecaka i po prostu znajomych na co dzień. Dół zapewne towarzyszyć mi będzie nadal, jak to robił już od paru tygodni i czasem objawiało się to bardzo, a czasami w ogóle. Taki jest żartowniś z tego mojego doła. Nieprzewidywalny zupełnie.
Czasami zastanawiam się czemu ludzie nie są tacy genialni, aż na tyle genialni, żeby wymyślić teleport. Przecież ułatwiłby on tyle spraw. Niektórzy mogliby spełnić swoje marzenia. Myślę, że ludzie z Etiopii itp. by nie pogardzili.
Ja również nie. Chyba byłabym nawet pierwszą osobą, która by go wykorzystała. Tak bardzo chciałabym się "przeteleportować" do takiej jednej osoby... A to w sumie schizowe. Bo ja nawet tej osoby nie znam. Nigdy na oczy jej nie widziałam. Co prawda trochę o niej słyszałam. Hej, właściwie to o nim. No... I tak się miło czatuje z nim, hej :) No, naprawdę. Ale czasami on sprawia, że wcale nie jest mi miło i wtedy reszta dnia jest niemiła i nie jest już tak fajnie. Piszę trochę jak dziecko z podstawówki (którym nie jestem), więc może trochę ogarnę i napiszę bardziej sensownie...
Mam cudowną przyjaciółkę, którą (jeśli to czyta) baaaaaardzo, baaaardzo pozdrawiam i buziole przesyłam Ci Oliwko :*:*
Tak ogółem to przywykłam już trochę do tego, że co chwilę mnie coś wkurza, że co chwilę mam jakiegoś smutka smutaska. Tak już JA po prostu mam...
Szczerze mówiąc... liczę trochę na tę szkołę. Że może się jakoś rozchmurzę, jak będę miała tyle osób dookoła :)
Okej. Co w temacie szkoły jeszcze...? To mój ostatni rok w tej szkole i trochę mnie to przeraża. Chodziłam tam przez 9 lat i teraz będzie leciał 10-ty rok... Łał, jak ja tam wytrzymałam :D ? Nie, oczywiście żartuję, mam duuużo, duużo fajnych wspomnień stamtąd i jakoś wcale się nie cieszę, że muszę moją kochaną szkołę zostawić po tych dziesięciu latach. W zeszłym roku miałam "taki plan", żeby się uczyć tak fest, ale jakoś mi nie pykło. Ale z racji, że to już jest OSTATNI, naprawdę kurde ostatni rok tam, tym razem nie mam nawet planu, tylko po prostu się uczę. Chcę wyjść z tego gimnazjum zapamiętana chociażby na 5- :)
Tym bardziej, że "warunkiem Irlandii" jest harówa. Dosłownie harówa, po prostu oceny bomba!
A cóż to "warunek Irlandii"? A więc moim planem (no tak, niestety planem), ale zarazem ogromnym, przeogromnym marzeniem jest, by następny rok szkolny spędzić u cioci w Irlandii. Byłoby to coś wspaniałego otaczać się językiem angielskim z każdej strony... Ja uwielbiam angielski i tak już pozostanie. Najładniejszy język na świecie jak dla mnie i kocham go!
Trochę nabrzdągoliłam, teraz może czas się położyć? 3:38 nad ranem to już nie przelewki ;)

Żegnam.
 

 
Heja. Jestem miśka i założyłam bloga... sama nie wiem po co. Może żeby się wypisać? Wyrzucić z siebie to, co mam do powiedzenia innym? Przekazać wiadomości znajomym, którzy będą go czytać? Serio? Nie mam pojęcia i pewnie dopiero z czasem się przekonam.